Czy zmiany w obrocie pozaaptecznym idą w dobrą stronę?

Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki nie ukrywa satysfakcji z projektu regulacji obrotu pozaaptecznego przedstawionej przez resort zdrowia. Zdaniem organizacji zmiany w kryteriach dopuszczenia produktów leczniczych do sprzedaży na stacjach benzynowych czy sklepach to krok naprzód w kwestii ograniczenia niebezpiecznego, nielimitowanego dostępu do produktów leczniczych w miejscach, w których pacjent nie ma zagwarantowanej porady farmaceutycznej.

"W znacznej większości państw członkowskich UE regulacje sprzedaży pozaaptecznej są znacznie bardzie restrykcyjne niż w Polsce, co wynika z chęci ograniczenia zjawiska lekomanii i ograniczenia liczby zatruć polekowych. Polska nareszcie idzie tą drogą i faktycznie zaczyna stawiać zdrowie obywateli ponad interesem koncernów farmaceutycznych"- czytamy w komunikacie prasowym przekazanym redakcji.

Zmniejszenie liczby produktów dostępnych w kanale pozaaptecznym z 52 do 18, a także ujęcie w wykazie - po raz pierwszy - maksymalnej zawartości substancji czynnych w opakowaniu, nie tylko ograniczy rynek, ale przede wszystkim wpłynie  na utrudnienie przedawkowania przez pacjentów.

"W proponowanym wykazie, co bardzo mnie cieszy podano dopuszczalną dawkę leku i postać farmaceutyczną.  Zniknęła  też  kofeina,  która  często  występowała  w  połączeniu  z  paracetamolem i  powodowała wiele powikłań. Producenci leków nie będą mogli również łączyć substancji czynnych w dowolny, niekontrolowany sposób" - podkreśliła dr Daria Schetz, kierownik Centrum Monitorowania Działań Niepożądanych Leków i Środków Chemicznych Pomorskiego Centrum Toksykologii w Gdańsku.

Zdaniem ekspertki, głównym kryterium sprzedaży pozaaptecznej leków powinny kryterium doraźności. "W tym wykazie widnieje kilka takich substancji , które stosuje się jednak przewlekle np. omeprazol. Jest on skuteczny dopiero po 3 dniach terapii. Szukam uzasadnienia, dlaczego ktoś w sklepie spożywczym chciałby kupić ten lek. Nadużywanie go po kilku tygodniach może powodować hipomagnezemię"- ocenia dr Daria Schetz.

W ocenie Darii Schetz zaskoczeniem jest również obecność na tej liście loperamidu, który jej zdaniem powinien być zastąpiony węglem leczniczym, który jest jednak lekiem bezpieczniejszym i w przypadku infekcji bakteryjnej wykazuje zdecydowanie większą skuteczność.

"Zawsze miałam nadzieję, że niesteroidowe leki przeciwzapalne znikną ze sprzedaży pozaaptecznej, a jak widać tego nie ma niestety w planach ministerstwa. Bardzo niebezpieczny jest również paracetamol. Jego przedawkowanie może prowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń wątroby. Zmniejszenie opakowań leków w mojej ocenie nie do końca uchroni pacjentów przed ich nadmiernym spożyciem. Kto bowiem zabroni mu w sklepie zakupu większej ilości opakowań?"- pyta kierownik Centrum Monitorowania Działań Niepożądanych Leków i Środków Chemicznych.

Okazuje się jednak, że część ekspertów poszłaby o krok dalej w proponowanej przez resort zdrowia regulacji.

Zdaniem prof. dr hab. n. med. Małgorzaty Kozłowskiej-Wojciechowskiej, kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM wszystkie leki, które znajdują się na liście są łatwo dostępne w aptekach.Ekspertka nie widzi zatem powodu, żeby przenosić preparaty te do sprzedaży sklepowej.

"Co ciekawe ograniczamy produkty z kodeiną, dekstrometorfanem, pseudoefedryną, ale udostępniamy jednocześnie syntetyczny opioid, jakim jest loperamid. Biegunka to nie jest choroba, tylko objaw. Nie wolno go zbijać za pomocą leku, trzeba ustalić, dlaczego się pojawiła. Nie widzę powodów, aby w obrocie pozaaptecznym miały być dostępne inhibitory pompy protonowej. Nie są to przecież leki przeznaczone do użytku doraźnego"- ocenia prof. dr hab. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska.

Jej zdaniem zastanawiająca jest również zaproponowana moc kwasu acetylosalicylowego, która zgodnie z projektem resortu będzie mogła wynosić 300 mg. "To nie jest ani dawka rutynowa w prewencji incydentów sercowych, ani przeciwbólowa i przeciwgorączkowa. Obniżono ją więc o 200 mg, kiedy wiadomo, że dawka działająca przeciwbólowo i przeciwgorączkowo to 500 mg – jeżeli mamy dostępne dawki po 300 mg, musimy chcąc nie chcąc wziąć 600 mg. A kto powie dziewczynie z miesiączką, że jeżeli ma gorączkę w trakcie menstruacji, nie wolno kwasu acetylosalicylowego w ogóle wziąć?"- pyta ekspertka.

Profesor Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska przypomniała również, że zarówno aspiryna, jak i ibuprofen to niesteroidowe leki przeciwzapalna (NLPZ-y), które wchodząc w interakcje są przeciwskazane u pacjentów na terapii hipotensyjnej.

"Kupione na stacji benzynowej mogą spowodować u pacjenta np. niedokrwienie mózgu. Nie ma żadnego uzasadnienia, żeby dopuszczać te leki do sprzedaży pozaaptecznej. Poza tym, jeżeli mówimy o tym, że jest 360 tys. sklepów, które sprzedają leki, to kto będzie kontrolował, jak one są przechowywane?" - przekonuje Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska.


Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Studenci Medycyny i Farmacji