Zofia Ulz o zmianach na rynku aptecznym

Zdaniem mgr farm. Zofii Ulz, Głównego Inspektora Farmaceutycznego w latach 2006-2015, zastrzeganie prawa do posiadania aptek wyłącznie dla farmaceutom nie da gwarancji ograniczenia zjawiska nielegalnego wywozu leków zagranicę. Była szefowa nadzoru farmaceutycznego krytycznie podchodzi do poselskiej nowelizacji prawa farmaceutycznego.

Jak obecnie wygląda struktura rynku aptek w Polsce? Czy faktycznie, jak twierdzą niektórzy, grozi nam niebezpieczeństwo monopolizacji i przejęcia go przez zagraniczne podmioty?

Aktualnie w Polsce działa blisko 15 000 aptek i punktów aptecznych, a ich liczba systematycznie rośnie od czasów transformacji ustrojowej. Stan polskich aptek, z jakim mamy obecnie do czynienia, jest zatem dorobkiem ponad 25 lat ciężkiej pracy i współpracy polskich farmaceutów i przedsiębiorców przy stopniowym rozwoju bazy aptecznej. W większości, mówimy tutaj o rdzennie polskim kapitale i pracy polskich aptekarzy, bowiem aż 96 proc. obecnie funkcjonujących aptek zakładali Polacy i wciąż są ich właścicielami.

Z uwagi na to, że polski rynek aptek był budowany niejako oddolnie, z inicjatywy indywidualnych aptekarzy, mamy obecnie do czynienia ze znacznym rozdrobnieniem tego rynku. Apteki indywidualne stanowią bowiem aż 62 proc. rynku, przy czym 36 proc. aptek to indywidualne przedsiębiorstwa pojedynczych osób fizycznych, niepowiązane właścicielsko z innymi aptekami i to one dominują na rynku. Kolejne 26 proc. aptek to tzw. mikro sieci składające się z nie więcej niż 4 aptek. Te również zalicza się do aptek indywidualnych, bowiem należą do osób fizycznych najczęściej farmaceutów. Powstanie mikro sieci było naturalnym efektem wspomnianego rozwoju i ciężkiej pracy przez prawie całe ostatnie trzy dekady. Chodzi o to, że dzięki sukcesowi w prowadzeniu pierwszej apteki, związany z tym zysk był stopniowo inwestowany w kolejne placówki, często już przez drugie pokolenie. Reszta – mniejszość rynku aptek, to tzw. apteki sieciowe, składające się z 5 lub więcej placówek. Apteki te również, bardzo często, należą do polskich indywidualnych aptekarzy lub ich rodzin. Są oczywiście wśród nich także większe przedsiębiorstwa prowadzone przez spółki kapitałowe, lecz ich udział w rynku nie jest znaczny. Dziewięć największych sieci posiada łączny udział rynkowy nieprzekraczający 14 proc. Zaledwie 5 sieci aptecznych (w całości razem około 4 proc. rynku) należy do zagranicznych przedsiębiorców.

Tak zarysowany kontekst prowadzi do jednoznacznego wniosku, że obecnie w Polsce nie mamy do czynienia z monopolizacją na rynku aptek. Trudno aktualnie nawet mówić o jakimkolwiek niebezpieczeństwie monopolizacji, gdyż obecna tendencja wyraźnie wskazuje na dalszy systematyczny rozwój tysięcy rozdrobnionych aptek i mikro sieci, nie zaś dominację jednego podmiotu. Moja ocena nie jest odosobniona, w kwestiach tych stanowczo wypowiedział się Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Stwierdził on, że o żadnej monopolizacji na rynku aptek w Polsce nie może być mowy i chociaż są różne patologie, które trzeba zwalczać, to z pewnością nie ma i nie będzie wśród nich ogólnopolskich praktyk monopolistycznych, gdyż przy takiej strukturze rynku, jaką mamy obecnie, jest to po prostu niemożliwe (zob. pismo Prezesa UOKIK z dnia 5 stycznia 2017 r. znak: DPR-071-2/17/EU). Grozi natomiast ryzyko monopoli – i to na poziomie lokalnym – w razie uchwalenia „Apteki dla Aptekarza”. Niezasadny jest również zarzut, jakoby na skutek dominacji firm zagranicznych, konieczna była pilna repolonizacja tego rynku. Jest to zarzut o tyle nietrafny, co sprzeczny z faktami – skoro zdecydowana 96 % rynku znajduje się w rękach polskich aptekarzy, to, o jakiej repolonizacji mówimy?

Jeśli już w ogóle mówimy o kwestii naruszenia prawa antymonopolowego, to warto zaznaczyć, że sam Urząd Antymonopolowy, Prezes UOKiK, Sąd Antymonopolowy i Sąd Najwyższy sześciokrotnie stwierdzały  naruszenie prawa antymonopolowego przez organy samorządu aptekarskiego, min.: Decyzja Urzędu Antymonopolowego z 17 marca 1993 r., Wyrok Sądu Antymonopolowego z 6 lipca 1994 r., sygn. XVII Amr 8/94, Decyzja Prezesa UOKiK z 14 lipca 2000 r., sygn. DDP-4/00, Decyzja Prezesa UOKiK z 15 grudnia 2005 r., sygn. RPZ-36/2005, Wyrok Sądu Antymonopolowego z 10 października 2001 r., sygn. akt XVII Ama 106/00, Wyrok Sądu Najwyższego z 5 października 2000 r., sygn. III SZ 5/00.

Naczelna Rada Aptekarska uspokaja, że wskutek wprowadzenia projektu nowelizacji prawa farmaceutycznego ceny leków nie powinny wzrosnąć. Zupełnie innego zdania są przedstawiciele aptek sieciowych, którzy szacują, że wzrost cen leków nierefundowanych o 10-20 procent będzie nieuniknioną konsekwencją tej ustawy. Jak Pani zdaniem wyglądać będzie polityka cenowa aptek po zmianie prawa?

Proponowane regulacje doprowadzą do rozdrobnienia rynku, ponieważ jeden farmaceuta będzie mógł posiadać maksymalnie 4 apteki. Oczywiście, apteki należące do tzw. sieci, które istnieją teraz, nie znikną od razu, jednakże nie będą mogły się dalej rozwijać. Logicznym jest, że sieć zamawiająca z danej hurtowni leki dla 20 aptek jest w stanie wynegocjować lepsze warunki cenowe, niż właściciel pojedynczej apteki. Stąd też sieci częściej oferują leki czy wyroby medyczne w niższych cenach. Statystycznie, ceny w aptekach sieciowych są niższe o kilka, a nawet kilkanaście procent niż w aptekach indywidualnych.

Niekiedy aptekom sieciowym zarzuca się, że stosują ceny dumpingowe, albowiem z perspektywy apteki indywidualnej oferowanie leków pacjentom w takich cenach byłoby sprzedażą poniżej kosztów. Rzecz jednak w tym, że apteki, które budują pozycję negocjacyjną poprzez łączenie się w większe grupy, tzw. apteki sieciowe, rzeczywiście otrzymują od hurtowni większe rabaty na leki nierefundowane i OTC. Z perspektywy pacjenta, posiadanie możliwości otrzymania leków taniej w aptece sieciowej jest po prostu korzystne.

Czyli w Pani ocenie dojdzie do podwyżki cen?

Uważam, że tak. Może nie stanie się to bezpośrednio po wejściu w życie nowych przepisów, bo jak już powiedziałam, sieci dalej będą funkcjonowały, jednakże wraz ze znikaniem ich z rynku ceny będą wzrastać. Należy również zwrócić uwagę na sytuację, która może pojawić się w mniejszych miastach, gdzie załóżmy zgodnie z kryteriami, będą mogły funkcjonować tylko 4 apteki. Rynek Apteczny to rynek przede wszystkim lokalny, bo chory nie jedzie z Radzymina do Białej Podlaskiej po leki, lecz chce dostać te leki w swojej miejscowości. Gdyby „Apteka dla Aptekarza” weszła w życie to właściciele 2, 3 lub 4 aptek na rynku lokalnym, czy też nawet jeden właściciel do 4 aptek będą, według swojego uznania, dyktować ceny leków nierefundowanych i pensje pracowników - farmaceutów wiedząc, że nie grozi im żadna konkurencja. Mała dostępność aptek w niektórych regionach kraju, szczególnie na terenach wiejskich i w małych miasteczkach będzie, niestety, sprzyjać takim nieuczciwym praktykom. Moje zdanie nie jest zresztą odosobnione. Sam prezes UOKiK w stanowisku do projektu „Apteka dla aptekarza” wskazał: „Proponowany projekt ustawy wprowadza rozwiązania zmniejszające swobodę konkurencji, które najprawdopodobniej negatywnie odbiją się na konsumentach” (pismo Prezesa UOKIK z dnia 5 stycznia 2017 r. znak: DPR-071-2/17/EU). Podobnie uważa Wicepremier Mateusz Morawiecki – Minister Rozwoju i Finansów, który w stanowisku do projektu wskazał: „Ministerstwo Rozwoju stoi na stanowisku, że generalnie polski model regulacji sektora aptecznego jest korzystny dla pacjentów, zwłaszcza, jeśli chodzi o ceny leków. Dlatego też należy uznać, że z tego powodu spełnia on swoje podstawowe założenia (polskie społeczeństwo nie jest zbyt zamożne i nie może pozwolić sobie na podwyżkę cen leków jako skutku wprowadzenia proponowanych zmian)” (pismo Ministra Rozwoju i Finansów z dnia 5 stycznia 2017 r., znak DIN-VII.4020.1.2016.AR).

Jak na kształt rynku aptecznego wpłyną zasady - demografii i geografii aptek? Uzasadnienie projektu ustawy wskazuje, że wprowadzenie w życie proponowanych zapisów przyczyni się do równomiernego rozmieszczenia aptek oraz powstawania ich w tych miejscach, w których ich nie ma.

Wprowadzenie proponowanych ograniczeń geograficznych i demograficznych spowoduje, że zarówno w dużych miastach jak i w małych miasteczkach ciężko będzie ze znalezieniem lokalizacji, w której będzie można otworzyć aptekę. Jeszcze trudniej będzie znaleźć wśród tych lokalizacji taką, gdzie prowadzenie apteki będzie dla farmaceuty opłacalne. Według projektu „Apteka dla Aptekarza”, zezwolenie na prowadzenie apteki będzie wydawane w dwóch przypadkach: wtedy, gdy liczba mieszkańców w danej gminie, w przeliczeniu na jedną aptekę będzie wynosić co najmniej 3000 osób i odległość pomiędzy planowaną lokalizacją a najbliższą apteką ogólnodostępną będzie wynosić w linii prostej co najmniej 500 metrów lub gdy odległość do najbliższej apteki będzie wynosić w linii prostej co najmniej 1000 metrów. Te odległości nie wydają się być znaczne, ale wiemy przecież, że odległość w linii prostej, a droga, którą musi pokonać pacjent to często zupełnie różne odległości.

Wróćmy może do zagadnienia dotyczącego powstawania aptek w małych miejscowościach, na terenach wiejskich i na wsiach, gdzie obecnie ich brakuje. Czy proponowane przepisy mogą skutkować otwieraniem się aptek w takich miejscach?

W projekcie nie ma żadnych mechanizmów, które zachęcałyby farmaceutów do otwierania aptek w mniejszych miejscowościach czy na wsiach, a tam z reguły są bardzo potrzebne. Jeśli farmaceuta mieszka z rodziną w Krakowie to wątpliwym jest, że pewnego dnia spakuje wszystko i pojedzie do jakiejś miejscowości pod Łodzią, bo właśnie tam będzie mógł otworzyć aptekę. Pamiętajmy, że stworzenie apteki od zera wiąże się z poniesieniem znacznych nakładów finansowych, (co najmniej kilkuset tysięcy złotych), czego nikt nie zrobi bez wnikliwej znajomości lokalnego rynku. Jeśli uruchomienie własnej apteki w jakiejś lokalizacji jest na granicy opłacalności, to farmaceuta nie będzie ryzykował całym swoim majątkiem tylko po to, by „pójść na swoje”. Tym bardziej farmaceuta nie założy nowej apteki, gdy nie będzie miał swobody, co do wyboru lokalizacji.

Regulacje motywujące do prowadzenia aptek na terenach wiejskich czy w małych miejscowościach są bardzo potrzebne. Konieczność ich opracowania wynika również z tego, że Ministerstwo Zdrowia zamierza mocno ograniczyć dostępność leków sprzedawanych w kanale pozaaptecznym, czyli w sklepach czy na stacjach benzynowych, co dotknie najbardziej osoby mieszkające na obszarach, gdzie aptek jest najmniej. „Apteka dla Aptekarza” idzie dokładnie wbrew potrzebom społecznym utrudniając, a nie ułatwiając zakładanie aptek.

Środowisko aptekarzy zwraca uwagę na patologie pojawiające się na rynku. Co Pani zdaniem leży u ich podstaw? Czy gwarancją prawidłowego prowadzenia apteki nie byłaby zasada, zgodnie z którą właścicielem apteki mógłby zostać tylko farmaceuta?

Ten problem jest niezwykle złożony. W oparciu o moje doświadczenie, mogę dzisiaj powiedzieć jedno z całą pewnością – nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że właściciel farmaceuta jest gwarantem prawidłowego i etycznego prowadzenia apteki. W latach 2006 – 2015 (pełniąc funkcję Głównego Inspektora Farmaceutycznego) byłam adresatem licznych skarg składanych przez pacjentów i personel aptek na właścicieli aptek, wśród których to właścicieli w równym stopniu znajdowali się właściciele farmaceuci jak i nieposiadający takiego wykształcenia. Praktyka pokazuje, że etyczność i szacunek dla prawa nie ma związku z odebranym wykształceniem czy tytułem zawodowym. Nieprawdą jest twierdzenie, że właściciel farmaceuta z założenia lepiej traktuje swój personel. Nieprawdą jest twierdzenie, że tylko właściciel farmaceuta będzie gwarantem właściwej opieki nad pacjentem. Każdy, kto choć raz odwiedził aptekę, na pewno zgodzi się ze mną, że gwarantem jest ten farmaceuta, ten kierownik apteki i ten fachowy personel, który stoi za pierwszym stołem i wydaje lek. Tak naprawdę, to od jego wiedzy, doświadczenia, pasji, empatii i zdolności komunikacyjnych zależy to, czy pacjent zostanie należycie obsłużony. To, ilu pacjentów wybiera jaki model aptekarstwa pokazuje porównanie liczby osób odwiedzających dany typ apteki w ciągu miesiąca.

Dlatego tak ważne są regulacje i stawianie wysokich wymagań w odniesieniu do osób, które rzeczywiście kierują apteką i które sprawują opiekę nad pacjentami. W polskim systemie prawnym, co nie jest na świecie regułą, przyjęto - z korzyścią dla pacjenta - zasadę, że funkcja właścicielska jest oddzielona of funkcji kierowania apteką. Zgodnie z polskim prawem, kierownikiem apteki, a więc osobą odpowiedzialną za jej prowadzenie, może być tylko farmaceuta posiadający odpowiedni staż pracy i spełniający określone wymogi prawne. Do jego wyłącznych kompetencji należy przede wszystkim organizacja pracy w aptece i nadzór nad prawidłowością wykonywanych w niej czynności. Co więcej, prawo farmaceutyczne wyraźnie wskazuje, że przy wykonywaniu w aptece czynności fachowych mogą być zatrudnieni wyłącznie farmaceuci i technicy farmaceutyczni w granicach ich uprawnień zawodowych.

Przy ocenie postulatu, aby właścicielem apteki mogli być tylko farmaceuci, należy zrozumieć, że dyskusja w tym zakresie sprowadza się w istocie do kwestii ekonomicznych. Właściciel farmaceuta jak i właściciel nie-farmaceuta obaj są w gruncie rzeczy przedsiębiorcami. Wyeliminowanie z rynku tych drugich nie sprawi, że pomiędzy celami komercyjnymi apteki a jej misją w ramach systemu opieki zdrowia zniknie konflikt interesów. Konflikt taki istnieje niezależnie od wykształcenia właściciela. Dlatego właśnie odpowiedzią na występujące na rynku aptek patologie powinno być wzmocnienie pozycji kierownika apteki oraz udzielenie odpowiednich gwarancji personelowi fachowemu apteki. Fakt, że w aktualnej dyskusji nad wprowadzeniem w Polsce zasady „Apteka dla Aptekarza” konsekwentnie pomija się tę kwestię, napawa niepokojem. Wygląda to bowiem na uporczywe forsowanie pomysłu, w którym po raz kolejny ucierpią pacjenci.

Czy prawdą jest, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że „Apteka dla aptekarza” to właściwy środek do usunięcia patologii występujących na rynku aptek? Jakie są w tym zakresie tendencje w Europie?

To kolejny nieprawdziwy mit powtarzany przez zwolenników zasady „Apteka dla Aptekarza”. Trybunał Sprawiedliwości rzeczywiście zajmował się tego typu kwestią w odniesieniu do regulacji obowiązujących we Włoszech, ale nigdy nie postawił tak stanowczej tezy jak ją przedstawiają niektórzy działacze izb aptekarskich forsujący w Polsce Aptekę dla Aptekarza. W wyroku z dnia 19 maja 2009 r. (C‑531/06) Trybunał orzekł, że „Apteka dla Aptekarza” jest postulatem naruszającym unijną zasadę swobody przedsiębiorczości i z tego względu muszą istnieć ściśle uzasadnione względy, aby w danym kraju możliwe było wprowadzenie przepisów zastrzegających własność apteki wyłącznie dla farmaceutów. W przypadku Włoch, Trybunał dopuścił taką możliwość, jeżeli kraj ten uzna, że istnieje zagrożenie, iż przepisy ustawowe chroniące niezależność zawodową farmaceutów mogą być w praktyce naruszane lub obchodzone.
Co istotne z naszej polskiej perspektywy, w wyroku powyższym Trybunał Sprawiedliwości wskazał, że odpowiednim instrumentem chroniącym niezależność zawodową farmaceutów może być oddzielenie funkcji właścicielskich od funkcji związanych kierowaniem apteką – decyzyjności, kontroli itp. Tak właśnie zrobiliśmy w Polsce, gdzie za prowadzenie apteki odpowiada kierownik – farmaceuta. Ważne jest, aby rozumieć, że systemy ochrony zdrowia, w tym regulacje dotyczące rynku aptecznego, różnią się między krajami i nie powinniśmy ślepo kopiować rozwiązań zagranicznych, a już na pewno nie powinniśmy kopiować rozwiązań szkodliwych dla pacjentów. W polskich warunkach zachodzi potrzeba jeszcze dalszego wzmocnienia fachowej pozycji farmaceuty i kierownika apteki poprzez wprowadzenie analogicznych ustawowych zasad niezależności farmaceuty od właściciela jak prawo farmaceutyczne w przypadku osób wykwalifikowanych, tzw. QP, zwalniających serie leków do obrotu. Nie powielajmy jednak błędów dotyczących własności aptek i co za tym idzie - wysokich cen leków, jakie popełnili nasi niemieccy sąsiedzi.

Zwolennicy nowelizacji przepisów twierdzą, że te przepisy odwrócą trend związany z nielegalnym wywozem leków zagranicę. Czy Pani zdaniem tak się stanie?

Według mnie, to jest nietrafiony argument. Zarówno w dotychczasowej dyskusji na temat nowelizacji, jak i w samym projekcie poselskim, który obecnie jest procedowany Sejmie, nie przedstawiono żadnych rozwiązań blokujących nielegalny wywóz leków. Jedynym uzasadnieniem  tezy, że wywóz zostanie ograniczony jest twierdzenie, że właściciele aptek, będący farmaceutami nie będą uczestniczyć w tym procederze, bowiem pełnią zawód zaufania publicznego. Mogłabym ponownie wskazać, że to przecież zależy od człowieka, ale chyba bardziej przekonywujący będzie przykład z mojej wieloletniej praktyki w inspekcji farmaceutycznej. W latach 2006-2014, a w szczególności w latach 2012-2014, w sprawie nielegalnego wywozu leków, prowadziłam ponad 290 postępowań przeciwko indywidualnym aptekom oraz postępowanie przeciwko jednej z sieci. Oznacza to, że nielegalnym procederem wywozu leków parają się najczęściej drobni, indywidualni właściciele aptek, którzy często w tym właśnie celu zakładają jednoosobowe spółki z o.o.. Możemy mieć różne poglądy na kwestię tego, jak powinna wyglądać regulacja rynku aptecznego, ale proszę o jedno – trzymajmy się faktów. A fakty są takie, że zastrzegając prawo do posiadania aptek wyłącznie dla farmaceutów nie ograniczymy zjawiska nielegalnego wywozu leków zagranicę. W tym celu potrzebne są konkretne rozwiązania ustawowe blokujące lub stanowiące przeciwwagę dla samego mechanizmu napędzającego wywóz, a mianowicie tego, że wywożone leki są znacznie droższe zagranicą niż w Polsce, w związku z czym istnieje silna pokusa po stronie drobnych przedsiębiorców, aby mimo braku takiego prawa zamiast polskim pacjentom sprzedawać te leki zagranicznym firmom. Brakuje odpowiednich narzędzi nadzoru, być może sankcje są za niskie, ale przede wszystkim jest to pole do działania dla prokuratorów, którzy powinni stanowczo zwalczać ten kryminalny proceder.

Dla pełnego zrozumienia, trzeba również wyjaśnić, jaka jest rola Głównego Inspektora Farmaceutycznego (GIF) w kwestii nielegalnego wywozu leków. Niektórzy zarzucają bierność organom inspekcji farmaceutycznej, a nawet ja sama spotykałam się z atakami personalnymi z racji pełnionej funkcji. Otóż rolą GIF jest udzielanie zezwoleń na prowadzenie apteki tym podmiotom, które spełniają warunki do ich uzyskania, oraz cofanie zezwoleń w sytuacji naruszenia bądź warunków, na jakich zostały udzielone, bądź przepisów prawa. GIF nie ma i nie będzie miał uprawnień – nawet w razie uchwalenia "Apteki dla Aptekarza" – do oceny intencji zakładania apteki, a jedynie do oceny zgodności z prawem konkretnych działań podejmowanych przez aptekę. Dopiero, jeśli po otwarciu apteki przedsiębiorca wywiezie leki, to będzie to zarówno nieetyczne jak i nielegalne działanie przedsiębiorcy, któremu powinno się przeciwdziałać poprzez cofnięcie zezwolenia. Nie jest to zadanie dla GIF na etapie udzielania zezwolenia, lecz na etapie jego cofania.

Jednym z założeń pomysłodawców jest również ograniczenie liczby aptek do maksymalnie czterech placówek. Powszechnie spotyka się twierdzenie, że apteki sieciowe działają z naruszeniem przepisów prawa w zakresie antykoncentracji, a poselski projekt ma to ukrócić. Czy rzeczywiście tak się stanie?

To kolejny przykład, gdy w dyskusji publicznej zamiast merytorycznych argumentów opartych na faktach używa się wprowadzających w błąd haseł.
Od 2004 roku w polskim prawie farmaceutycznym obowiązuje przepis, zgodnie z którym zezwolenia na prowadzenie apteki nie wydaje się, jeżeli ubiegający się o nią podmiot (albo grupa kapitałowa do której należy) prowadzi już na terenie województwa więcej niż 1 proc. aptek ogólnodostępnych. Literalna treść tego przepisu nie pozostawia wątpliwości, że jest on adresowany do organów farmaceutycznych i oznacza, że organy te nie mogą wydać danemu podmiotowi zezwolenia na prowadzenie kolejnej apteki, jeżeli podmiot ten (jego grupa kapitałowa) prowadzi już więcej niż 1proc. aptek w województwie.
Wątpliwości na gruncie powyższych regulacji pojawiły się w momencie, gdy okazało się, że niektóre sieci apteczne prowadzą w praktyce więcej niż 1proc. aptek w województwie, mimo że dodatkowe zezwolenia nie były im udzielane. Jak to możliwe? Stało się to na skutek różnych okoliczności, które nie polegały na naruszeniu prawa, ale przeciwnie – były całkowicie legalne. Chodzi tu przede wszystkim o efekty prywatyzacji państwowych Cefarmów w latach 2002-2011, w ramach której Skarb Państwa zbył 16 przedsiębiorstw prowadzących sieci apteczne na terenie całego kraju. Niemal wszystkie zostały nabyte przez polskie firmy. W wyniku zmiany właściciela Cefarmów dochodziło jednocześnie do przejścia na nowego właściciela z mocy prawa koncesji na prowadzenie apteki. Niekiedy również, w wyniku zmian zachodzących w strukturze rynku, okazywało się, że niektóre sieci apteczne zaczynały posiadać więcej niż 1proc. aptek w województwie, mimo że liczba aptek należących do sieci nie rosła. Wystarczający był fakt wycofania się z rynku części aptek, co automatycznie przełożyło się na wzrost udziału rynkowego pozostałych.

Na tym tle powstała pełna kontrowersji dyskusja, czy przepisy antykoncentracyjne dotyczące 1proc. uprawniają organy farmaceutyczne do cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki, jeżeli – niezależnie od przyczyny – właściciel posiada więcej niż 1proc. aptek w województwie. Do chwili obecnej, nie jest mi znany jakikolwiek wyrok sądu, który dopuszczałby taką wykładnię. Wyroki Sądów są w tej sprawie koniecznie potrzebne, ponieważ to właśnie sądy a nie urzędnicy mają prawo do wiążącej w danej sprawie wykładni przepisów. Co więcej, stosunkowo niedawno, bo 28 października 2016 r. zapadł wyrok Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim, w którym wyraźnie stwierdzono, że „limit 1proc. jako przepis szczególny ma znaczenie przy ubieganiu się o zezwolenie, ale nie wprowadza ogólnego zakazu posiadania w wyniku przekształceń własnościowych więcej niż 1proc. aptek ogólnodostępnych w województwie. Zakaz taki musiałby być wyraźnie sformułowany w normie ustawowej” (sygn. IC 863/16). Wyraźnie podniesiono to podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Zdrowia w dniu 17 stycznia 2017 r. w sprawie rozpatrzenia projektu „Apteka dla Aptekarza”.

Z powyższych względów, dopóki ustawowe przepisy dotyczące 1proc. nie zostaną doprecyzowane przez ustawodawcę, albo nie zapadnie wiążący wyrok sądu dopuszczający taką wykładnię, mówienie w sposób generalny, że sieci apteczne działają z naruszeniem przepisów antykoncentracyjnych jest niezasadne i polega na nieuprawnionym uogólnieniu.

Zwolennicy projektu twierdzą, że nowe przepisy będą dotyczyć wyłącznie nowych aptek, nie wpłyną zaś na sytuację dotychczas funkcjonujących placówek. Czy zgadza się Pani z tą argumentacją?

Proponowane przepisy tylko teoretycznie odnoszą się do zasad tworzenia nowych aptek i tylko na pierwszy rzut oka nie dotykają aptek już istniejących. Jeżeli jednak przeanalizujemy całokształt konsekwencji i zmian, które wystąpią na rynku aptek wskutek wprowadzenia nowych przepisów, dojdziemy do wniosku, że rewolucja czeka nie tyle nowych przedsiębiorców, ale właścicieli dotychczas działających aptek.

Przede wszystkim, zaproponowana formuła „Apteki dla Aptekarza” zakłada w praktyce wyłączenie fundamentalnej w obrocie gospodarczym zasady sukcesji uniwersalnej przedsiębiorstwa. Co prawda majątek składający się na aptekę będzie można dowolnie zbywać, ale nie jako aptekę, gdyż w takim przypadku zezwolenie na prowadzenie apteki po prostu wygaśnie. Oznacza to, że właściciele aptek niebędący farmaceutami nie będą mogli zmienić lokalizacji apteki (gdyż nowa lokalizacja to nowe zezwolenie, którego nie mają już prawa uzyskać). Jednocześnie nie będą mogli tej apteki sprzedać. „Apteka dla Aptekarza” doprowadzi to do sytuacji, w której aptekarze staną się „zakładnikami” we własnej aptece. W szczególności, jeżeli lokal, w którym znajduje się apteka jest wynajmowany, wynajmujący będzie mógł podnosić czynsz wiedząc, że najemca nie ma innego wyjścia niż pozostanie w tym lokalu.

A jak ocenia Pani szanse absolwentów wydziałów farmaceutycznych na otwieranie swoich własnych aptek po zmianie przepisów?

Uważam, że jeśli nastąpi w tym zakresie zmiana, to niestety na gorsze. Nietrudno wyobrazić sobie polski rynek aptek po wejściu w życie proponowanych zmian. Wspominane na początku naszej rozmowy ograniczenia geograficzne i demograficzne to utrudnienia nie tylko dla pacjentów, ale także dla farmaceutów chcących założyć własną aptekę. W miastach dużych, średnich i tych małych albo zostanie niewiele „wolnego miejsca” dla nowych podmiotów albo – wyjątkowo, gdy miejsce będzie, będzie go bardzo mało i to w nieatrakcyjnych lokalizacjach. Pozostaną nieliczne obszary, gdzie kryteria demograficzne i geograficzne umożliwią założenie apteki. Proszę nie zapominać o tym, że uzyskanie zezwolenia na prowadzenie apteki wiąże się, oprócz wielu innych elementów, z dużą inwestycją finansową. Jest to inwestycja, która musi się zwrócić, czyli, krótko mówiąc, apteka musi być rentowna, żeby mogła istnieć i nieść pomoc potrzebującym. Czy te nieliczne obszary na peryferiach, gdzie kryteria ustawowe po wprowadzeniu „Apteki dla Aptekarza” pozwolą otworzyć aptekę, dając jednocześnie szansę na zwrot inwestycji? Czy bank da na taką niepewną inwestycję kredyt? Śmiem wątpić.

Biorąc powyższe pod uwagę oraz fakt, że około 1300 osób rocznie kończy studia farmaceutyczne, bardzo łatwo ocenić, jak poszkodowane będą tysiące absolwentów farmacji i jak niewielkie szanse będą mieli absolwenci farmacji na stworzenie własnego biznesu. To bardzo niesprawiedliwe, że starsi koledzy, farmaceuci działacze izb, którzy już się urządzili w izbach, chcą młodszym kolegom zgotować taki los. Polityka korporacji zawodowych zawsze prowadzi do poszkodowania młodych absolwentów, tych najsłabszych. Może właśnie o to chodzi w „nowelizacji - o tanią siłę roboczą - niemającą możliwości założenia apteki.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze