Leki 75+: Istotne wsparcie osób mających problem z finansowaniem leczenia

Krzysztof Jakubiak, MAR

O doświadczeniach z programem 75+ oraz możliwościach rozwoju rozszerzania dostępu do bezpłatnej farmakoterapii redakcja Pulsu Farmacji rozmawia z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem.

Jak podsumuje pan pierwszy rok funkcjonowania programu 75+?

Program funkcjonuje dobrze. Jestem ostrożny w wyciąganiu daleko idących wniosków, ale widać już, że obecnie pacjenci powyżej 75. roku życia zaczynają bardziej ufać swoim lekarzom rodzinnym i dzięki temu rzadziej korzystają z porad lekarzy specjalistów, co znajduje potwierdzenie w statystykach NFZ. Możliwość otrzymania leków bezpłatnie jest bodźcem dla pacjentów do szerszego korzystania ze świadczeń lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Z punktu widzenia modelu opiekuńczego, który powinien dominować w ochronie zdrowia, jest to korzystne zjawisko.

Szacuje się, że uprawnienia do otrzymania bezpłatnych leków ma 3 mln ludzi w Polsce. Po podzieleniu kwoty przeznaczonej na ten cel, na jedną osobę przypada średnio 10 zł miesięcznie.

Przed wprowadzeniem programu takie wyliczenia były przedstawiane w formie zarzutów przez opozycję polityczną, nie przez specjalistów. Oczywiście mam świadomość, że nie wszyscy uprawnieni korzystają z tego programu, a część korzysta w niewielkiej skali. Wprowadzając leki z listy 75+ nie chodziło nam jednak o przydzielenie wszystkim uprawnionym jednakowej, wyższej kwoty pieniędzy, lecz o pomoc ludziom, którzy mają problem z finansowaniem swojego leczenia.

Do tej pory na realizację programu 75+ wydaliśmy ponad 375 mln zł, w tym roku planujemy przeznaczyć 564 mln zł, a w przyszłym 643 mln zł. W 2025 roku chcielibyśmy przeznaczyć na ten cel ponad 1 miliard złotych. Przygotowując pierwszą listę bezpłatnych leków we wrześniu 2016 roku byliśmy bardzo ostrożni. Kolejne listy były już rozszerzane, ponieważ nie zaobserwowaliśmy żadnych poważniejszych nadużyć.

Zaczęliśmy od wpisania na listę 75+ leków sprzedawanych dotychczas z odpłatnością 30-procentową, uważanych za leki drugiego rzutu. Obecnie na liście znajdują się także leki ryczałtowe. Oczywiście wypisanie konkretnego leku na recepcie nie jest decyzją pacjenta, ale lekarza, który kieruje się aktualną wiedzą medyczną.

Pojawiały się także zarzuty, że na listę 75+ wprowadzono najpierw leki droższe, a dopiero później tańsze. Kontrowersję wzbudziło umieszczenie w wykazie w pierwszej kolejności analogów insuliny, a dopiero później tańszej insuliny ludzkie.

W pierwszej kolejności wprowadziliśmy na listę leki, które z dla chorego są droższe. Podkreślam jednak, że lek przepisywany na receptę, jest wcześniej uzgadniany między lekarzem i pacjentem. Decyduje lekarz, który kieruje się swoją wiedzą medyczną i który bardzo często ma świadomość, jak wygląda sytuacja finansowa chorego. Niedopuszczalna jest jednak sytuacja, w której lekarz kieruje się jedynie możliwościami finansowymi pacjenta, a nie tym, co jest dla jego zdrowia najlepsze.

Czy ma sens, żeby na liście bezpłatnych leków były na przykład obie formy insuliny?

Obserwuję dyskusję na ten temat. Zdania są podzielone. Wielu ekspertów popiera wprowadzenie obu insulin, ponieważ stanowią one opcje terapeutyczne dla części pacjentów. Najważniejsze jest to, że chory ma do niej dostęp (bez względu na to, która ścieżka leczenia jest dla niego najlepsza), nie ma blokady finansowej. Lekarz ma większą niż dotychczas swobodę w wyborze opcji najlepszej dla pacjenta.

Które grupy chorych najwięcej skorzystały z tych bezpłatnych leków?

Leki włączone do listy 75+ stosowane są w większości schorzeń występujących u starszych osób: nadciśnienie, cukrzyca, hipercholesterolemia, parkinsonizm czy demencja. Jako lekarz rodzinny, mogę powiedzieć, że 1530 leków obecnych na liście wystarczy, żeby zapewnić terapię większości chorób przewlekłych.

W jakim kierunku będzie rozszerzana lista?

Na listę leków 75+ trafiają wyłącznie leki refundowane, a one także się zmieniają. Ustawa przewidziała finansowanie tego programu na 10 lat, więc na pewno systematycznie będziemy wprowadzać kolejne zmiany. Można powiedzieć, że na liście 75+ mamy większą rezerwę niż na liście leków refundowanych.

Wydano już 370 mln zł w ramach programu. Czy zostaną jakieś rezerwy z tego roku i będą przesunięte na kolejny rok?

Limity wydatków dotyczą konkretnych lat i nie można ich przesuwać. Należy pamiętać, że skutki finansowe odczuwamy z pewnym opóźnieniem. Jeśli dzisiaj podjęliśmy decyzję o rozszerzeniu listy wrześniowej, to skutki finansowe zaobserwujemy dopiero po dwóch miesiącach.

Czy celem strategicznym jest to, by wszystkie leki dla osób starszych były bezpłatne, jak to występuje w niektórych krajach?

Naszym celem strategicznym jest przede wszystkim realizacja zapisu konstytucyjnego o szczególnej opiece dla niektórych grup pacjentów, w tym osób starszych, osób niepełnosprawnych i kobiet w ciąży. Dotychczas w grupie osób 75+, która przyjmuje dużo leków, obserwowaliśmy znaczne obciążenia finansowe z tego powodu oraz problemy z dostępnością leków właśnie ze względów finansowych. Trudno powiedzieć, czy jedyną opcją jest bezpłatny dostęp do wszystkich leków dla osób starszych. W ramach refundacji poszczególne leki traktujemy nieco odmiennie – mogą być bezpłatne, bardzo tanie oraz takie, za które pacjent płaci więcej. Cały czas toczą się dyskusje, jak powinien wyglądać system refundacji i współpłacenia pacjentów. Jednym z rozwiązań (co nie oznacza zapowiedzi zmian w tym kierunku) jest system skandynawski, w którym wyznacza się górną granicę wydatków rocznych pacjenta. Wydaje się to rozwiązaniem sprawiedliwym w tym sensie, że chroni przed zbyt wysokimi wydatkami pacjentów mających duże obciążenia, szczególnie cierpiących na kilka chorób lub chorobę przewlekłą. Sama bezpłatność nie jest celem samym w sobie, tym celem jest dostępność leków.

Ze środkami, którymi obecnie dysponujemy, nie mamy możliwości obniżenia wieku pacjentów uprawnionych do bezpłatnych leków. Granica 75 lat wynika z analiz – od tego wieku radykalnie wzrasta spożycie leków wśród pacjentów.

W jaki sposób będzie oceniana medyczna skuteczność programu 75+?

Najlepszym sposobem weryfikacji tego, czy program jest skuteczny, jest poprawa stanu zdrowia seniorów. Mierzenie skuteczności terapii stanowi jeden z największych problemów ochrony zdrowia. W wielu chorobach można się jednak o to pokusić. W przygotowywanej ustawie o POZ proponujemy, aby w niektórych sytuacjach płacić lekarzowi za efekt leczenia, ale w pierwszej kolejności należy wypracować odpowiednie wskaźniki.

Na przykład wskaźnikiem prawidłowej terapii pacjenta z cukrzycą jest wartość hemoglobiny glikowanej. Publikowane wyniki badań dowodzą, że jeśli lekarz rodzinny opiekuje się pacjentem z cukrzycą, to jego dobre wyniki hemoglobiny glikowanej wskazują, że prawdopodobnie jakość opieki w takiej praktyce jest dobra. Oczywiście, z tej tendencji można tylko w pewnym zakresie wyciągnąć generalne wnioski, ponieważ poziom tego wskaźnika zależy nie tylko od przyjmowanych leków, ale także od tego, jaki styl życia prowadzi pacjent. Rolą całego zespołu medycznego jest przekonanie pacjenta do aktywności fizycznej czy zmiany nawyków żywieniowych. A zatem wskaźnikiem hemoglobiny glikowanej mierzymy nie tylko to, czy lekarz przepisał właściwe leki, ale także szerzej pojęte compliance. W nadciśnieniu tętniczym trudniej o obiektywny wskaźnik, ponieważ nie istnieje jeden poprawny, uśredniony poziom ciśnienia tętniczego.

Program 75+ jest programem socjalnym czy zdrowotnym?

Myślę, że stanowi on istotną pomoc pacjentom w obu zakresach. Wsparcie dla osób, które z powodu problemów finansowych mogą mieć kłopoty z wykupieniem leków, jest zarówno pomocą socjalną, jak i zdrowotną. Mam jednak świadomość, że efektów lepszej opieki dla starszych pacjentów, zwłaszcza z wielochorobowością, nie da się zmierzyć od razu.

Wciąż mamy wielu chorych stale leczonych przez specjalistów, co w praktyce oznacza wielokrotne wizyty w celu wypisania recepty. Pacjenci ci często chodzą równolegle do kilku specjalistów, co zarówno z punktu widzenia organizacji systemu jest sytuacją niekorzystną, jak i niestety dla pacjenta takie leczenie – u wielu specjalistów na raz - może mieć niekorzystne skutki dla zdrowia, ponieważ wiąże się z polipragmazją, brakiem koordynacji pomiędzy poszczególnymi terapiami i tym samym ryzykiem interakcji lekowych.

Czy zatem możliwe jest rozszerzenie listy lekarzy, którzy będą mogli wypisywać recepty na bezpłatne leki, np. o geriatrów?

Nie chciałbym rozszerzać tej listy. Jesteśmy w przededniu parlamentarnych prac nad ustawą o POZ, która ma wzmocnić tę część systemu ochrony zdrowia. Znacznie bliższy jest mi model systemu służby zdrowia ze wzmocnioną podstawową opieką zdrowotną, jak ma to miejsce w krajach skandynawskich. Tam specjalista jest konsultantem dla lekarza rodzinnego w sytuacji, kiedy pacjent wymaga bardziej specjalistycznej diagnostyki czy leczenia. W zaprojektowanych przepisach kładziemy silny nacisk na współpracę między lekarzem POZ a lekarzem specjalistą. Zgodnie z założeniami, to lekarz rodzinny powinien być odpowiedzialny za prowadzenie pacjenta z przewlekłą chorobą. Oczywiście, musimy być elastyczni i mogą się pojawić sytuacje przejmowania opieki przed specjalistę, ale lekarz rodzinny powinien być wciąż koordynatorem tego procesu. Dlatego pozostawienie możliwości przepisywania bezpłatnych leków z listy 75+ tylko lekarzom rodzinnym ma swoje uzasadnienie.

Trzeba mieć również świadomość, że wciąż istnieje ryzyko nadużyć. Lekarze specjaliści, przyjmując pacjentów incydentalnie, nie znając ich, nie mają możliwości zweryfikowania, komu rzeczywiście przepisują leki na recepcie. Jeśli zajmuje się tym lekarz rodzinny, ma on wiedzę na temat leków przyjmowanych przez pacjenta, co jest najprostszym sposobem zapobiegania nadużyciom.


Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze