Branża farmaceutyczna wymaga stabilności prawnej i ekonomicznej - rozmowa z Ireną Rej, kierującą Izbą Gospodarczą „Farmacja Polska”

Rozmawiała Marta Markiewicz

Mówiąc o krajowym rynku farmaceutycznym nie sposób pominąć roli, jaką odegrała i nadal na nim odgrywa kierowana przez Irenę Rej Izba Gospodarcza „Farmacja Polska”. Pod koniec maja organizacja obchodziła 25-lecie swojego istnienia.

Gratuluję pięknego jubileuszu! Jak ocenia pani ten czas?

Jestem przekonana, że nasza 25-letnia obecność na krajowym rynku i aktywna działalność w obszarze farmacji jest dostrzegalna. Liczba pozytywnie załatwionych przez nas spraw dowodzi również, że po pierwsze tego typu organizacje są potrzebne, a po drugie — ustawodawca nie jest w stanie przygotować dobrej regulacji bez merytorycznego wsparcia. To ostatnie może otrzymać wyłącznie od nas, przedstawicieli branży.

Bardzo się cieszę, że od samego początku rządzący — a przeżyłam już 19 ministrów zdrowia — nie odmawiali nam współpracy i dialogu. Oczywiście za każdym razem ta współpraca wyglądała inaczej, ale zawsze udawało się nam znaleźć drogę do porozumienia. Przez te wszystkie lata starałam się znajdować tę drogę nie poprzez awantury czy wzajemne oskarżenia, ale opierając się na logice, zrozumieniu i faktach, a nie na niepotrzebnych emocjach. Od początku działalności naszej izby kroczyliśmy drogą pełną sukcesów — już trzy lata po utworzeniu organizacji udało nam się wnieść do Trybunału Konstytucyjnego dwie sprawy, które wygraliśmy. To pokazało, że głos branży jest istotny przy stanowieniu prawa.

Każdemu z urzędujących ministrów zdrowia deklarowałam chęć pomocy i zgodnie z naszą ideą działania nigdy nie pozwalałam na to, by zostali wprowadzeni w błąd czy zmanipulowani. Jako izba przedstawialiśmy dane, które zawsze były rzetelne i dogłębnie przeanalizowane. Nigdy też nie usiłowaliśmy naginać prawa do rzeczywistości. Dopóki będę piastować funkcję prezesa, dopóty takie zasady będą przyświecać naszej izbie.

Oczywiście to wszystko nie byłoby możliwe bez zaangażowana, jakie na co dzień oferują nam współpracujące z izbą fenomenalne kancelarie prawne. Muszę tu pochwalić wszystkich młodych adwokatów, którzy potrafią bez większych problemów poruszać się po zawiłościach polskiego prawodawstwa. Ten wspólny wysiłek przedstawicieli branży i rzetelnych prawników sprawia, że nad przedstawianymi przez nas opiniami prawnymi nie można przejść obojętnie. Wielokrotnie się o tym przekonali także legislatorzy, którzy czasami nawet z kwaśną miną, ale przyjmowali nasze argumenty.

Kreślona przez panią historia pokazuje jednak tylko jasną stronę tworzenia legislacji…

Rzeczywiście, gorzej jest, gdy do zagadnień merytorycznych zaczyna wcinać się polityka. Wówczas mamy przykład „jazdy bez trzymanki”. Politycy mają to do siebie, że zdają się nie widzieć i nie słyszeć wszelkiego rodzaju racjonalnych uwag. Dzieje się tak przez z góry założony politycznie cel, zazwyczaj podparty dobrem ogólnym, o które nikt nie prosił. W efekcie wdrażane są rozwiązania, które bardzo szybko weryfikuje rynkowa rzeczywistość. Najlepszym tego przykładem jest ustawa refundacyjna, która już tydzień po ogłoszeniu wymagała nowelizacji z uwagi na niekonstytucyjność niektórych zapisów. Niestety, ta praktyka wciąż się powtarza, a o doskonałości stanowionego w Polsce prawa nadal trudno mówić.

W mojej ocenie, znacznie łatwiej jest rozmawiać o projektach przygotowanych merytorycznie niż o tych wynikających z zapotrzebowania politycznego. Z przykrością muszę również zwrócić uwagę na to, że wielokrotnie zdarzają się sytuacje, gdy pomimo naszych licznych opinii, resort zdrowia nie chce doprecyzować wątpliwych zapisów, bo zazwyczaj jest mu tak wygodniej. Klasyczny przykład takiego zachowania prezentuje Komisja Ekonomiczna, od której nie możemy od kilku lat doprosić się doprecyzowania terminu „wnioskodawca”. Wiele firm musiało poświęcić sporo godzin i energii na to, by potwierdzić, że są wnioskodawcami. Z drugiej strony komisja ta skrupulatnie wykorzystywała lukę w zapisie i gdy inne argumenty po jej stronie „padały”, wówczas sięgała po argument „wnioskodawcy”. W tym kontekście urzędnicy państwowi muszą pamiętać, że powinni nas — branżę farmaceutyczną — traktować podmiotowo, a nie przedmiotowo.

Być może wynika to z krótkowzroczności przyjmowanych rozwiązań i braku wieloletniej strategii?

Jako branża zadajemy sobie pytanie, dlaczego od tylu lat w resorcie nie udało się stworzyć nowego ramowego dokumentu zatytułowanego „Polityka lekowa państwa”, chociaż pierwszy skończył swój żywot w 2008 r. Oczywiście nowy projekt takiego dokumentu powstał, ale po zmianach personalnych w resorcie odnoszę wrażenie, że został odłożony ad acta.

Dlatego zaproponowałam i będę do tego dążyła, aby ze strony producentów leków oraz hurtowników powstał dokument polityka lekowa państwa widziany oczami branży. Chcę, by opracowanie to odpowiedziało na pytanie, które ciąży nad naszym rynkiem od wielu lat: czy chcemy leczyć tanio, czy tanim lekiem? I w jakich obszarach? A narzędziem do tego jest farmakoekonomika. Mam nadzieję, że opracowanie to przyniesie rozwiązanie dylematu, z którym borykamy się od wielu lat.

Wydaje się, że resort zdrowia zreflektował się w tej kwestii. A poprzedni wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową powiedział, że koniec z ciągłym negocjowaniem cen w dół, zaś w ich ustalaniu większą rolę będą odgrywały instrumenty ryzyka.

Niestety, sprawdziły się nasze czarne scenariusze i wyraźnie widać, że ciągłe negocjowanie cen w dół nie doprowadzi państwa do wcześniej założonego celu, ale stać się może początkiem końca.

Resort zdrowia od początku mówił o negocjacjach cenowych, jednak w jego zespole nie wszyscy rozumieją, na czym ten proces polega i jak w sposób profesjonalny powinien przebiegać. Nie może dochodzić do sytuacji, gdy firma siadając przy stole negocjacyjnym słyszy: „albo obniżają państwo cenę o 80 proc., albo kończymy rozmowy”. To nie są negocjacje, tylko szantaż. Czy członkowie zespołu negocjacyjnego przechodzą szkolenia z zakresu negocjacji? Nie. Moim zdaniem, kadra tego zespołu powinna się długo utrzymywać, w praktyce jednak obserwujemy ciągłą rotację, a nowi członkowie dysponują wyłącznie wiedzą teoretyczną. Dlatego zaproponowałam w jednej z rozmów z ministrem Markiem Tombarkiewiczem, żeby każda z osób przychodzących do pracy w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji odbyła jednodniowe staże w zakładzie produkcyjnym oraz hurtowni farmaceutycznej. Jako branża jesteśmy gotowi takie wyjazdy organizować.

Chcemy, by urzędnicy znali specyfikę naszej branży, wiedzieli, czy da się w jeden dzień przygotować zamówienia do ponad 5 tysięcy aptek i dlaczego hurtownie muszą pracować w niedziele. Chcielibyśmy, żeby osoby pracujące w resorcie zdrowia, odwiedzając zakłady produkcyjne zobaczyły, jakie nakłady inwestycyjne poczyniono w laboratoria i linie produkcyjne. Być może wówczas rozmowy o cenach leków przebiegałyby w zupełnie innej atmosferze, a sami urzędnicy kilka razy się zastanowiliby się, zanim po raz kolejny zaproponują drastyczną obniżkę cen.

Nie kryjemy obawy, że przy kontynuacji dotychczasowej polityki za parę lat dojdzie do sytuacji, w której pojawią się producenci z Dalekiego Wschodu — Indonezji czy Chin, którzy zaproponują połowę ceny, jaką oferują polscy wytwórcy i sprawią, że nasza branża nie będzie miała racji bytu.

Ale resort zdrowia zapowiada uwzględnienie zaangażowania inwestycyjnego w Polsce w ocenie zasadności refundacji i stosowania tzw. współczynnika RTR, czyli rozwojowego trybu refundacyjnego.

Oczywiście jest to piękna idea, ale w mojej ocenie pozostawia ona urzędnikom dość dużą swobodę i dowolność. Nadal nie wiadomo, co będzie traktowane jako innowacja: czy w leku generycznym to forma podania, czy jakakolwiek inna wartość dodana, jaką producent wprowadzi w celu ułatwienia pacjentom przyjmowania preparatu. Nie wiemy również, w jaki sposób będzie to obliczane, a dotychczasowe rozmowy na ten temat miały dość duży stopień ogólności. Nie możemy zaakceptować sytuacji, że o poważnych zmianach, mających wpływ na całą branżę, rozmawia się z jedną, wąską grupą przedsiębiorców. Ministerstwa nie powinny się również zamykać we własnej, rzekomo nieograniczonej wiedzy.

Porozmawiajmy zatem o przyszłości. Oprócz prac nad dokumentem „Polityka lekowa”, na czym będzie się koncentrować państwa uwaga w najbliższych latach?

Z uwagi na jakość stanowionego prawa, mamy świadomość, że tematem przeciągającym się w nieskończoność będą kolejne nowelizacje Prawa farmaceutycznego, ustawy refundacyjnej i innych istotnych z punktu widzenia branży farmaceutycznej aktów. Wynika to z faktu, że wszystkie te dokumenty są połączone ze sobą i przypominają domino — fragmentaryczne ich naprawianie sprawia, że za chwilę w kolejnym akcie musimy dokonywać korekt. Sytuacja ta pokazuje słabość legislatora i konieczność dokonania kompleksowej nowelizacji.

Musimy liczyć się również z tym, że zmiany w prawie generowane będą przez kolejne zmiany polityczne — tradycją stało się to, że przez kolejne 25 lat i urzędowanie 19 ministrów zdrowia trudno było szukać chęci kontynuacji działań poprzedników. Resort zdrowia działa w myśl zasady: „nikt Wam tyle nie da, ile my naobiecujemy”. To sprawia, że branży farmaceutycznej nie jest dane funkcjonowanie w stabilnym środowisku.

Kolejnym wyzwaniem dla naszej izby będą wspólne działania — razem z samorządem zawodowym aptekarzy — na rzecz przywrócenia marży od kwoty leku, a nie limitu grupy. Nie możemy pozwalać na to, by apteki, które obok statusu placówki ochrony zdrowia są również przedsiębiorstwami, z powodu niewłaściwego prawa miały problemy finansowe. Taka sytuacja generuje również eskalację żądań, jakie właściciele aptek wysuwają wobec producentów i hurtowni. Uważam, że każdy podmiot powinien być w stanie utrzymać się z generowanej przez siebie uczciwej marży. Gdy ktoś idzie do salonu kupić samochód, to czy otrzymuje upust na jedno koło, czy na cały pojazd? Dlatego chcemy wspierać samorząd w zbieraniu informacji o tym, jak wyglądają marże i kondycja finansowa aptek na całym świecie, tak by posiadać merytoryczne argumenty do rozmów. Rzetelna dyskusja i przekonanie władz do tego wyjścia pozwoli nam rozwiązać problem usieciowienia na rynku detalicznym. Proszę zwrócić uwagę, że większość farmaceutów wolałaby pracować w myśl zasady: „ciasne, ale własne”. Aptekarze powinni docenić fakt, że my — producenci i hurtownicy — staniemy murem za ich postulatami.

Oczywiście nie robimy tego altruistycznie. Chcemy zmniejszyć presję upadających aptek na nas, producentów przy jednoczesnym generowaniu większej stabilności na rynku. Jeżeli aptekarz będzie stabilnie stał na dwóch ekonomicznych nogach i nie będzie wymagał dodatkowych podpórek w postaci preferencyjnych warunków ze strony hurtowni czy producentów, to wówczas będzie łatwiej wszystkim uczestnikom rynku, a także samym pacjentom. To wiąże się z moim credo, zgodnie z którym staram się od lat działać na tym rynku — „lek nie jest dla producenta, hurtownika czy aptekarza, lek jest dla pacjenta”.

Jako część gospodarki państwa powinniśmy działać przede wszystkim na rzecz pacjentów. Dlatego jestem przekonana, że mamy prawo do stabilności finansowej i legislacyjnej, dzięki czemu będziemy dostarczać pacjentom dobry, bezpieczny lek w racjonalnej cenie.

Chciałabym zatem zaapelować do całej branży o aktywne działanie w wybranym dla siebie obszarze. Wspierajmy się nawzajem i nie kopmy pod sobą dołków. Pamiętajmy, że tak wysokim ryzykiem biznesowym, jakie ponoszą producenci leków, nie jest obarczona żadna branża. Dlatego powinniśmy do siebie podchodzić z empatią i zrozumieniem.

 

O kim mowa

Irena Rej, mgr psychologii, właścicielka i prezes firmy Dagomed Pharma, od 25 lat nieprzerwanie piastuje stanowisko prezesa Izby Gospodarczej „Farmacja Polska”. Odznaczona odznaką honorową Ministerstwa Zdrowia „Za zasługi dla ochrony zdrowia”, od lat jurorka plebiscytu „Listy Stu” najbardziej wpływowych osób w ochronie zdrowia organizowanego przez redakcję „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”.

 

Materiał opublikowany został w PF w czerwcu 2017 roku.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze

Polecamy

Studenci Medycyny i Farmacji