Nadzieje na Refundacyjny Tryb Rozwojowy

„Zostaliśmy uwiedzeni dokumentem „Polityka Lekowa Państwa” — mówiła podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach Bogna Cichowska-Duma z INFARMY. Joanna Drewla, dyrektor Servier Polska opowiadała o rozbudzonych nadziejach na RTR, a Barbara Misiewicz-Jagielak z Polpharmy o tym, jak ze strategii premiera Morawieckiego dowiedziała się, że nasz kraj stawia na przemysł farmaceutyczny.

Mogłoby się wydawać, że to historia wielkiej naiwności. Nic bardziej mylnego. To wszystko naprawdę zostało przez rząd zapowiedziane, a nawet zapisane w państwowych dokumentach. Tymczasem od trzech lat prelegenci Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach powtarzają dokładnie to samo, bo nic się nie zmienia.

Refundacyjny Tryb Rozwojowy wpisany w "Politykę Lekową" 

W przyjętej w ubiegłym roku przez rząd „Polityce Lekowej Państwa na lata 2018-2022” zapowiedziano zmiany, na które branża czekała od dawna. Prace nad dokumentem trwały w sumie 10 lat. Krajowi producenci leków czekali na sygnał od rządu, czy chce rozwijać przemysł farmaceutyczny w Polsce, czy też zamierza zapewnić Polakom leki poprzez import najtańszych produktów. Zwłaszcza że wciąż nie ma w Polsce strategii rozwoju tego sektora. Zagraniczne koncerny liczyły na zwiększenie nakładów na refundację i szybsze wprowadzanie na listy innowacyjnych leków.

Po przyjęciu przez Radę Ministrów tego dokumentu deklaracja rządu wydawała się więc jasna. Jednym z celów sformułowanych w „Polityce Lekowej” jest rozwój przemysłu farmaceutycznego, a narzędziem jego realizacji ma być Refundacyjny Tryb Rozwojowy (RTR). Jego ideą jest, aby przy wydatkowaniu pieniędzy na refundację leków brać pod uwagę aktywność inwestycyjną ich producentów w Polsce. Dzięki temu krajowe firmy mogłyby liczyć np. na przedłużenie decyzji refundacyjnych bez kolejnych negocjacji i zwolnienie z paybacku. „Polityka Lekowa” zakłada też systematyczne wdrażanie nowych terapii. Pojawiły się konkretne zapisy, mówiące o konieczności ustalenia sztywnego procentowego udziału środków na leki w budżecie NFZ i o przekierowywaniu środków z RSS bezpośrednio do budżetu lekowego.

Widmo RTR krąży po Europie

Krzysztof Kępiński, dyrektor GSK, podkreślał podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach (7-8 marca), że zapowiedź RTR była argumentem dla centrali jego firmy, aby produkować w Polsce kolejne leki. Ale dziś, po 3 latach mówienia o tym, pytają go o efekty RTR, a ich nie ma.

Barbara Misiewicz-Jagielak z Polpharmy opowiadała, że zachodnie koncerny farmaceutyczne zwiedzione RTR zwracały się z pytaniem do Polpharmy o możliwość produkowania u nich w ramach transferu technologii swoich leków. Ale RTR się nie pojawił, więc i oferty przestały napływać.

„Ministerstwo Zdrowia, co potwierdzamy za każdym razem, jest zainteresowane wdrożeniem Innowacyjnego Trybu Rozwojowego, tym samym wspieraniem polskiego przemysłu innowacyjnego. Mamy ten sam problem, co Hiszpania — negatywny bilans handlu zagranicznego lekami. Chcielibyśmy, żeby jak najwięcej firm produkowało leki na terenie Polski, bo to oznacza bezpieczeństwo dla pacjenta. Nie ma pytania: czy, ale jak. Mam więc nadzieję, że koledzy z Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) szybko uporają się z przygotowaniem tego narzędzia. Ale ze względu na kalendarz prac parlamentarnych trzeba się spieszyć” — powiedział Łukasz Szmulski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.

MPiT rozstrzygnęło przetarg na opracowanie ITR. Zwyciężyła oferta przedstawiona przez konsorcjum składające się dwóch firm: Czyżewscy Kancelaria Adwokacka Sp. Cywilna z siedzibą w Warszawie i PEX PharmaSequence. Prace konsorcjum nad kształtem tego instrumentu mają zostać zakończone do końca kwietnia. Szanse na wprowadzenie RTR w tym roku są więc znikome.

Silosowość ministerstw nadal problemem

Zanim powstanie RTR, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii zobowiązało się przekazać Komisji Ekonomicznej negocjującej ceny leków listę firm farmaceutycznych, które w Polsce prowadzą działalność inwestycyjną. Miała ona być pomocna przy negocjacjach. Listy nie ma, a firmy skarżą się, że komisji zupełnie nie interesuje, kto lek wytwarza. Joanna Drewla, dyrektor generalna Servier Polska, rozumie, że płatnik ma ograniczone możliwości i musi negocjować ceny, ale brakuje forum merytorycznego dialogu. „Składamy wszystkie dokumenty wymagane przez ustawę, a potem jedyny kontakt z resortem zdrowia mamy na poziomie komisji. Nasze doświadczenia pokazują, że jej jedynym celem a priori jest obniżka ceny” — mówiła.

„Nadal czekamy na listę firm — partnerów polskiej gospodarki z resortu przedsiębiorczości. Bardzo nas dziwi, że to jeszcze nie zostało zrobione, chociaż było obiecane w ubiegłym roku” — przypomniała Barbara Misiewicz-Jagielak.

W Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju zapowiedziano ponadresortowe spojrzenie na wydatkowanie publicznych środków, odejście od silosowości poszczególnych ministerstw i „grę do jednej bramki”. Tymczasem wciąż jeden resort podczas negocjacji cen leków próbuje wycisnąć z krajowej branży farmaceutycznej ostatnie soki, a drugi pracuje nad mechanizmami wsparcia.

„Ministerstwo Zdrowia nie chce zminimalizować cen wszystkich leków. Jest spora grupa tych, które uzyskują podwyżki, bo firmy udowodniły, że opłacalność produkcji stoi pod znakiem zapytania. Ministerstwo nie piętnuje krajowych producentów. Proszę spojrzeć na grupy limitowe i ceny w tych grupach” — tłumaczył dyrektor Szmulski.

Zmarnowany potencjał polskiej farmacji

„Oczekiwalibyśmy jasnej, klarownej wizji tego, co robić. Jak mamy podejmować kolejne inwestycje (a jesteśmy na etapie negocjowania bardzo dużej). Nie wiemy, co się wydarzy z połową naszego obrotu? Zakończyliśmy proces renegocjacji wygasających decyzji refundacyjnych, ale mamy kolejne leki i chcemy mieć pewność, że generowany przez nie obrót drastycznie nie spadnie” — argumentowała Joanna Drewla.

„Gdy zdobywamy rynki zagraniczne, czujemy ogromne wsparcie polskich ambasad. Natomiast w Polsce wciąż nie mamy ambasadora branży farmaceutycznej” — ubolewała Katarzyna Dubno, dyrektor ds. relacji zewnętrznych i ekonomiki zdrowia w firmie Adamed. Podkreślała, że firmy w zakresie uzyskania benefitów i preferencji oczekują przede wszystkim zwolnienia z paybacku, kontynuacji refundacji na dotychczasowych zasadach, a także ustalania cen zgodnie z zapisami ustawy refundacyjnej.

Michał Kaźmierski, dyrektor Gilead Science na Polskę i kraje bałtyckie, skarżył się na nieprzewidywalność polskiej polityki refundacyjnej. „Trudno jest rozmawiać z naszymi centralami, bo Polska kojarzy się z krajem, w którym raczej wybuchają pożary. Nie wykorzystujemy naszego potencjału. Tymczasem trzeba się opowiedzieć, czy stawiamy na rozwój przemysłu farmaceutycznego? Obecnie innowacja w farmacji złapała drugi oddech. To, co zaczyna się dziać w onkologii, to już jest prawdziwy przełom. Aż żal patrzeć, że jako szósty kraj w UE, z olbrzymim potencjałem intelektualnym i gospodarczym, nie wykorzystujemy tego i nie stwarzamy warunków, by przyciągać firmy innowacyjne, podczas gdy udaje się to takim państwom, jak Irlandia, Czechy czy Turcja” — wyliczał.

Co zagraża bezpieczeństwu lekowemu kraju

Barbara Misiewicz-Jagielak przypomniała, że „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” stawia na prężną branżę lekową, zapewniającą bezpieczeństwo i suwerenność farmaceutyczną kraju. „Jeszcze lepiej się poczuliśmy, kiedy przeczytaliśmy dokument „Polityka Lekowa Państwa”, gdzie cały rozdział jest poświęcony przemysłowi farmaceutycznemu. Rozpoczęliśmy inwestycje, a teraz znowu musimy poznać odpowiedź na pytanie, czy nasz kraj tego chce. Musimy to wiedzieć, żeby odpowiednio kształtować model biznesowy. W Polsce produkcja leków jest bardzo droga. Jeżeli rząd zamierza kupować tylko najtańsze, to nie będziemy w stanie ich u nas produkować. Możemy to robić tylko wtedy, gdy produkcja w Polsce będzie wspierana. Wówczas producenci, którzy decydują się otwierać tutaj fabryki, będą inwestować jeszcze więcej” — mówiła.

Joanna Drewla zwróciła uwagę, że bezpieczeństwu lekowemu kraju zagrażają też nielegalny wywóz leków oraz legalny import. „W Unii Europejskiej obowiązuje swobodny przepływ towarów i usług, a jeśli jakiś lek jest np. trzy razy droższy w Brukseli, to kto zabroni hurtowni tam go sprzedać? Problemem może też być jakość substancji czynnych. Mieliśmy ostatnio przykład, gdy okazało się, że większość leków nasercowych znikała z rynku, bo substancja czynna, której użyto do ich produkcji była zanieczyszczona. Najlepiej więc kupować substancję wytwarzaną w Europie lub od sprawdzonych dostawców, ale taka jest droższa. A refundacja nie promuje tego w żaden sposób. Poza tym nadmierna presja na obniżki cen leków sprawia, że firmy wycofują je z refundacji. Są one na rynku, ale cenowo niedostępne dla wielu chorych, bo nierefundowane” — tłumaczyła Joanna Drewla.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze